Profesorowie do kształcenia, politycy do rządzenia…
Przywalony jestem robotą papierową z dostosowaniem praktyki funkcjonowania uczelni do wymogów Ustawy o Szkolnictwie Wyższym.
To 27 poważnych zmian w statucie, regulaminach i zarządzeniach rektora, a niektóre trzeba opracować już dzisiaj.
Brak nadal rozporządzeń Ministra w każdej z tych szczegółowych kwestii.
To potwierdza moje 16 – letnie rektorskie doświadczenie -wakacje letnie to okres wytężonej pracy; w tym czasie odwiedzał nas bowiem UKS ,PiP, ZUS ,urzędnicy kontrolujący realizację grantów z funduszy UE ; także MNiSzW śle liczne zapytania . Zamiera powoli dyskusja o zmianach w Ustawie, o której pisałem na początku tego bloga.
Z tym większym zaintrygowaniem przeczytałem ciekawą rozmowę E dwina Bendyka z prof. Maciejem Żyliczem w „Polityce” ( nr 19 z 10 V 2011).
Profesor jest prezesem Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej i mówi m.in. Rozpoczynamy długotrwały proces koniecznych zmian. Obecny system, gdy 60% studentów musi płacić za naukę , jest niesprawiedliwy, bo za naukę płacą najbiedniejsi, skazani na płatne uczelnie prywatnie leżące blisko miejsca ich zamieszkania . To nie sprzyja też podnoszeniu jakości kształcenia. Proponuję wzorem Niemiec i Wielkiej Brytanii jednolity system finansowania studiów, w którym wszyscy za nie płacą, ale mają dostęp do kredytu umożliwiającego finansowanie czesnego. Jednak nie łudzę się ,że ta zmiana nastąpi szybko. W powszechnej świadomości funkcjonuje bowiem mit bezpłatnej nauk, który prowadzi do chorego podwójnego systemu. Społeczeństwo nic z tego nie ma, a korzyści czerpie kadra profesorska.
Tak mówi profesor Żylicz. I zgadzam się z jego tokiem rozumowania.
Nie zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem, że „społeczeństwo nic z tego nie ma”.
Ma bowiem źle wykształcone pokolenie.
Natomiast teza , że korzyści z tego czerpie kadra profesorska, oznacza, że 11 tysięcy profesorów kręci całą polską edukacja.
Bez przesady!
A gdzie są politycy, samorządowcy i kadra urzędnicza?