BLOG Rektora WSZiB Profesor Włodzimierz Roszczynialski pisze…

1gru/140

Bez hipokryzji

Zgodnie z art. 70 ust 2 Konstytucji RP studia na 141 uczelniach publicznych są bezpłatne. Oczywiście za studia płacą studenci 291 uczelni niepublicznych, na których studiuje 415 tyś. studentów ale także studiujący w trybie niestacjonarnym w uczelniach publicznych. Jednak nawet  studiujący, którzy nie płacą czesnego, muszą ponosić opłaty dodatkowe.

Zgodnie z przepisami art. 160A ustawy z 11 lipca 2014r - o zmianie ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, jak pisze do rektorów Pan Minister 13 XI 2014r, wysokość opłat dodatkowych za odbywanie studiów i  usługi edukacyjne określa umowa pomiędzy studentem i uczelnią. Opłaty te obejmują (drukiem pochyłym wpisałem stosowane przez WSZiB): wpis na kolejny rok, koszty wydania dyplomu, kształcenie na studiach stacjonarnych, powtarzanie niezaliczonych zajęć, prowadzenie studiów w języku obcym, prowadzenie zajęć nieobjętych programem studiów, przystąpienie do egzaminu magisterskiego, różnice programowe na studiach II stopnia, udział w obowiązkowych kursach, badaniach terenowych, obozach, tłumaczenie dyplomów, udzielanie urlopu dziekańskiego, zakup ubrania ochronnego i inne wg potrzeb oraz inwencji uczelni. W praktyce oznacza to, że uczelnia  może dowolnie kształtować i  pobierać dodatkowe  opłaty byle tylko były one  wymienione we wspominanej umowie. Według  poprzednio obowiązującego prawa stosowanie większości tych opłat  było  zakazane a UOKiK nie raz upominał różne uczelnie. Dzisiaj na nowo  musimy  ustalić rejestr opłat dodatkowych także po to aby stawić czoło konkurencji uczelni publicznych bo jak łatwo zauważyć moja uczelnia nader skromnie korzysta z tej drogi ratowania swojego budżetu. Prawo nakazuje powszechną publikację katalogu opłat co będzie dla kandydatów uczciwym wyłożeniem kart na stół. Szanuję konkurencję ale nie wierzę iż to uczynią. A kto to sprawdzi? Jak wyegzekwuje?

Wg badań kosztów studiów w uczelniach wykonanych przez Millward Brown SA w połowie ub roku studiujący  Zarządzanie  w Warszawie płacą za czesne  9600 zł rocznie czyli dwa razy więcej niż na uczelni niepublicznej  w Krakowie. Łączny koszt studiowania przez pięć lat (czesne + utrzymanie) wynosi na kierunku Informatyka w Warszawie 206 500 zł (tak, tak ponad 200 tysięcy złotych), a na naszej uczelni ponad 50 tyś złotych mniej!

W Polsce ad 2014 reguły wolnej konkurencji w szkolnictwie wyższym nie mają zastosowania.

 

Zakres tematyczny: Bez kategorii Brak komentarzy
5sie/140

Wyższa Szkoła Zarządzania i Bankowości w Krakowie innowacyjną uczelnią

Profesor Andrzej Białas – prezes Polskiej Akademii Umiejętności – zamieścił w numerze 255 internetowego wydania periodyku „PAUza” (http://pauza.krakow.pl/255_2014.pdf), w cyklu artykułów poświeconych innowacjom, także mój tekst, na tle którego niektóre spostrzeżenia tym razem odniesione do naszej uczelni chciałbym powtórzyć w wakacyjnym blogu.

W licznych – tak publicznych jak i prywatnych – dyskusjach poświęconych warunkom postępu i rozwoju Polski słyszymy, że innowacyjność, czyli wprowadzanie do praktyki nowego rozwiązania, to kluczowy czynnik konkurencyjności firm i gospodarki Polski. Niestety, przedstawiając krajowe osiągnięcia, utożsamia się zazwyczaj wynalazki i odkrycia naukowe z innowacjami. A przecież dzieli je przepaść. Do implementacji potrzebny jest rynek zastosowań, firmy gotowe do podjęcia ryzyka i – oczywiście – pieniądze.

  Polska wydaje na finansowanie badań i rozwoju zaledwie 0,77 % PKB wobec średnio 2% przeznaczanych na ten cel w krajach Unii Europejskiej. Jednak rzecz nie w wielkości przeznaczanych środków, lecz w ich mądrym wykorzystaniu. Może rację ma prof. Janusz Filipiak, właściciel i szef Comarchu, który w bulwersującym wywiadzie powiedział: „Miliardy euro i złotych płynące na innowacyjność do uczelni, start-upów, finansujące inkubatory przedsiębiorczości czy parki technologiczne w większości są wydawane na próżno. Powinny płynąć do polskich średnich i dużych firm”. Może rzeczywiście środki te winny płynąć do przedsiębiorstw, których działy badawczo-rozwojowe będą zamawiały w uczelniach opracowania naukowych problemów powstających przy opracowywaniu nowych rozwiązań, lub będą zlecały badania na unikatowej aparaturze w unowocześnionych ostatnio laboratoriach uczelnianych. Albo przedsiębiorstwa będą kupowały wynalazki i rozwiązania opracowane w uczelniach w celu ich zastosowania w wyrobach rynkowych, bądź będą zatrudniały uczelniane zespoły badawcze, wyspecjalizowane w określonej problematyce. Niezbędna jest więc współpraca uczelni z otoczeniem gospodarczym.

Uczelnie nie są powołane do bycia innowacyjnymi w sensie wyłożonym w początkowym akapicie. Powinny natomiast dobrze kształcić, stwarzać perspektywy zawodowe, wyzwalać kreatywność studentów do tworzenia i wykorzystania odkryć naukowych i ich zastosowań w praktyce.

WSZiB podejmuje wyzwania edukacyjne, promujące idee nowoczesnego nauczania. Efektywnie współpracujemy z licznymi partnerami biznesowymi, co skutkuje nie tylko transferem wiedzy, ale także licznymi stażami i praktykami zawodowymi oraz zaangażowaniem praktyków z gospodarki w procesie kształcenia. Infrastruktura i technologie, które wykorzystujemy w zarządzaniu uczelnią, procesie dydaktycznym oraz obsłudze procesu nauczania, należą do najbardziej nowoczesnych w kraju. Od 2000 r. rozwijamy dwie własne platformy intranetowe, ułatwiające studiowanie i dostęp do wiedzy, dzięki którym Uczelnia jest do dyspozycji studentów i pracowników 24 godziny na dobę. Nasze studia odbywają się w systemie blended learning, czyli łączą naukę w internecie ze spotkaniami na uczelni. Przypomnę, że jako pierwsi w kraju wprowadzaliśmy: e-legitymację i e-indeks.

I, jak już podkreślałem, ważne jest kształtowanie wśród studentów otwartości na nowe rozwiązania oraz umiejętność zarządzania nowatorskimi projektami. Zachęcam wszystkich do akceptacji NOWEGO i szacunku dla innowatorów.

 Udział w takim procesie to naprawdę ogromna satysfakcja!

Zakres tematyczny: Bez kategorii Brak komentarzy
4sie/140

Niemal cały rok ( akademicki ), później…………

Nie do wiary, że już tyle czasu upłynęło od października 2013, gdy po raz ostatni pochwaliłem się na blogu wysoką kategoryzacją uczelni  w parametryzacji naukowej. Czas w miesiącach jesiennych i wiosennych biegnie zazwyczaj niemrawo, aby latem przyspieszyć.

Tak też było w 2014 r. gdy w lipcowej końcówce prac Sejmu i Senatu RP przyjęto zmiany do ustawy o szkolnictwie wyższym. Ich kierunek był znany zresztą od wielu miesięcy, nic więc dziwnego, że przygotowywaliśmy uczelnię na rozwiązania przyjęte w ustawie. Czy owe regulacje będą przestrzegane konsekwentnie przez wszystkie szkoły wyższe?

Z wysokości warszawskiej centrali wygląda to zapewne inaczej, ale spełnienie wymogu uzyskania zgody Rektorów macierzystych uczelni na dodatkowe zatrudnienie i odmowa w przypadku wspierania konkurencji jest sankcją tak samo skuteczną jak restrykcje UE wobec Rosji. Niepubliczna szkoła krakowska jest konkurencją dla szkół publicznych w tym samym mieście. Inna uczelnia, zaledwie 100 km od miasta, nie jest uważana za konkurencyjną. Życie nie znosi próżni więc uczeni szkół publicznych, nadal kiepsko wynagradzani przez budżet, będą jeździli tracąc czas i zdrowie do okolicznych ośrodków. Zapewne ze szkodą dla swojego rozwoju naukowego. Wymyślono też lepsze rozwiązanie tego problemu. Już trzy szkoły pozamałopolskie utworzyły ”oddziały zamiejscowe” w Krakowie – bo to najłatwiejsze obejście ustawy. To nic, że działają bez bazy dydaktycznej, ale z lokalną kadrą zatrudnioną w niekonkurencyjnej odległości. Niewątpliwie NIE przyczyni się to do  poprawy poziomu kształcenia. To jasne, że w warunkach niżu demograficznego „desanty” utrudnią  działalność już istniejących uczelni niepublicznych, gdzie malejąca liczba studentów  zmusza je do ograniczania oferty dydaktycznej. Czy ktoś pomyślał o konsekwencjach społecznych takich działań ?A może w warunkach niedoskonałej demokracji i liberalizmu nie ma to żadnego znaczenia!?

Krakowskie FORUM UCZELNI NIEPUBLICZNYCH, które założyły w tych dniach trzy  krakowskie uczelnie – WSZiB  oraz Krakowska Akademia oraz Wyższa Szkoła Ekonomii i Informatyki, także w tej sprawie chciałoby mówić jednym głosem.

Zakres tematyczny: Bez kategorii Brak komentarzy
22paź/130

Prawda niekiedy zwycięża

Jaki  jest stan szkolnictwa wyższego w naszym kraju każdy widzi….. inaczej. W sytuacji, gdy na niewielkim polskim rynku edukacji wyższej ostro konkuruje w warunkach niżu demograficznego i przy jaskrawie nierównych szansach 120 uczelni publicznych i 310 niepublicznych - niezmiernie trudno ją ocenić. Nie pomaga w tym szum informacyjny, agresywne  reklamy, mylące opinię publiczną rankingi, sponsorowane artykuły prasowe, nieustępliwa walka o kandydata na studia i dostęp do środków budżetowych, a przede wszystkim do funduszy europejskich.

W takich warunkach Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych przeprowadził kategoryzację  naukową uczelni  przetwarzając wg oryginalnej  procedury dane nadesłane z 304 jednostek naukowych (wydziałów, instytutów naukowych w obszarze nauk humanistycznych i społecznych ). Właśnie w tych dniach ustalono, że w kategorii A+ (wyróżniająca) mamy 12 jednostek, w kategorii A (bardzo dobra) 83, w kategorii B (dobra) 188, i 21 w kategorii C (dostateczna). Pozostałe nie wykonały trudu przygotowania danych, co w opinii minister B. Kudryckiej świadczy o nikłej jakości lub braku prowadzonych w nich badań.

Kategoria B dla wszystkich wydziałów Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości  to ogromny sukces, tym bardziej, że takie oceny uzyskały tylko 22 uczelnie niepubliczne (7% wszystkich), a ocenę A uzyskały jedynie cztery uczelnie posiadające prawo do doktoryzowania, co zaważyło na ich wysokiej kategorii.

Z natury nie byliśmy zbyt natarczywi w samochwaleniu się: jakością kształcenia, organizacją pracy, e-learningiem i platformami intranetowymi do zarządzania edukacją, perfekcyjną bazą informatyczną, e-indeksem i elektroniczną legitymacją; wszystko wiele lat przed innymi. Teraz ocena dotyczy działalności naukowej, w której zostaliśmy pochwaleni przez Ministerstwo. Poziom naukowy w szkolnictwie wyższym to jednak najważniejszy wyróżnik.

Zakres tematyczny: Bez kategorii Brak komentarzy
23lip/130

Lipcowe podsumowania

Gorączkę lipcowej rekrutacji urozmaicają miłe zdarzenia. W ostatnim tygodniu prof. Stanisław Szydło, przyjaciel z lat studiów i od 20 lat wykładowca WSZIB zadedykował mi swoją ostatnią książkę pt.: „Problemy stabilizacji polskiej gospodarki w okresie rynkowych reform” (wyd. AGH Kraków 2013). Przeczytałem ją 22 lipca z zainteresowaniem, a znając poglądy autora wymienię niektóre z omówionych w książce zagrożeń dla polskiej gospodarki.:

• postępujące starzenie się społeczeństwa

• słabość państwa przy dominujących interesach plutokracji

• dominacja sfery finansowej nad realną

• polaryzacja bogactwa przy kurczeniu się klasy średniej

• zniewolenie kredytem klas uboższych i średnich

• zastąpienie kultu rzetelnej pracy kultem łatwego pieniądza

• wykorzystanie wybitnych talentów do celów przywłaszczania bogactw

• wiara w gospodarczy liberalizm i ludzka zachłanność.

 A poza tym podsumowuję: wykładowcy WSZiB w czasie 18 letniej pracy uczelni napisali 171 podręczników i monografii. Wśród rekordzistów odnotujmy znanych profesorów Tomasza Goban Klasa oraz Agnieszkę Ogonowską. Co najmniej jedna trzecia tych prac była finansowana i wydana przez WSZiB. Rzecz jasna w tym czasie autorzy byli także pracownikami innych uczelni lub instytucji, taka jest bowiem natura naszego zawodu.  Cieszy aktywność naukowa pracowników naukowo - dydaktycznych WSZiB; na przekór medialnej opinii o uczelniach niepublicznych. Dodam, że spośród wykładowców WSZiB w minionym 18 leciu 120 obroniło doktorat, 10 habilitację , a 11 uzyskało tytuł naukowy profesora.

Ale dzisiaj najważniejsza jest REKRUTACJA.

Zakres tematyczny: Bez kategorii Brak komentarzy
9maj/130

Manna z budżetu

Na stronie internetowej Ministerstwa http://www.nauka.gov.pl/ministerstwo/inwestycje-w-obszarze-nauki-i-szkolnictwa-wyzszego/  znajdujemy optymistyczne  informacje o wysiłku finansowym Państwa, które  w ”ostatnich latach” (bliżej nie sprecyzowanych w cytowanym dokumencie ) skierowało ogromny strumień   26 338 709 343,97 zł (to przy dzisiejszym kursie  6,35 mld euro) na inwestycje  w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego. Niewyobrażalnie wielką  kwotę -  aż  3 755 146 500,75 zł- zainwestowano także w Małopolsce. Cieszy serce, że moja rodzima AGH otrzymała niemal 800 mln złotych na jakże potrzebną infrastrukturę badawczą, budynki, laboratoria i sprzęt. Małopolskie niekościelne niepubliczne uczelnie otrzymały także 9 mln zł. W przedwczorajszej „Gazecie Prawnej”  Minister Barbara Kudrycka na pytanie czy polscy naukowcy(przypomnę , że to 10 652 profesorów, 14 272 doktorów habilitowanych  oraz 51 145 doktorów)potrafią wykorzystać tą wspaniałą bazę  odpowiada tak: „w Polsce mamy nie mniej talentów  naukowych niż gdziekolwiek indziej. Jednakże państwo nie jest w stanie finansować masowego kształcenia , a uczelnie muszą dostosować się do funkcjonowanie w niepewnych warunkach rynkowej konkurencji” . W tym samym dniu Prof. A. Płaźnik w „Gazecie Wyborczej” pisze, że wydatki na badania i rozwój (w 2011r – to zaledwie 0,77% PKB) pozostają o połowę niższe niż przeciętnie w Europie. Potencjalnie zdolni i młodzi naukowcy szukają swego miejsca pracy poza nauką lub emigrują. Tytuł tego artykułu  "Od mieszania się nie poprawi” dobrze oddaje nastroje.

Zakres tematyczny: Bez kategorii Brak komentarzy
8kwi/130

Gra pozorów

Pan mgr inż  Jacek, wieloletni współpracownik  uczelni zawstydził mnie wczoraj pytaniem -„dlaczego od listopada nie napisałem niczego na blogu”? Poczułem się trochę jak uczeń  przyłapany na braku zadania domowego. Rzeczywiście straciłem serce do wyrażania własnych poglądów w dziedzinie kształcenia na poziomie wyższym. Tylko tu czuję się w miarę kompetentny chociaż wiem, że władza  niekoniecznie  przejmuje się  głosem środowiska. Zresztą to, co dla mnie jest słuszne  i mądre,  niekoniecznie musi mieć takie walory. Jednak wracam do swoich powinności blogera …..
Ostatnio na stronach Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego ukazały się bardzo interesujące założenia zmiany  ustawy o szkolnictwie wyższym Od razu widać, że odchodzimy od  filozofii poprzedniej nowelizacji, bo wiadomo…. kryzys, niż demograficzny, konieczność poprawienia dotychczasowych błędów. Przydałaby się  też  jakaś strategia rządu,  a może środowiska uczonych.
Zaskoczył mnie we wspomnianym materiale  postulat zwolnienienia uczelni wyższych z obowiązku śledzenia karier absolwentów. Ma to robić „centrala ”na podstawie danych pozyskanych z ZUS. Tylko po co tyle czasu i pieniędzy straciliśmy przez kilka lat, podobnie jak inne instytucje,  na budowanie systemu pozyskiwania tych danych? Mam w tej dziedzinie złośliwą  satysfakcję, gdyż  niektóre uczelnie krakowskie już w ubiegłym roku wieszały w mieście bilbordy z informacją, że 98 %ich absolwentów znajduje pracę po ukończeniu studiów. Jak tę niemierzalną rzecz  zbadano? To przecież oczywista manipulacja opinii  i nadużycie. Autorzy założeń nowelizacji także zauważyli, że informacje z prostych na pozór badań nie opiszą rzeczywistości.
Osobiście proponuję,  aby wykładowcy brali czynny udział w pracy samorządów różnego typu - terytorialnych, zawodowych i tam dowiadywali się jak radzą sobie ich absolwenci oraz jaką wiedzę i umiejętności należy przekazywać studentom. Sam taką strategię obrałem kilka lat temu.  Gdy pracowałem jako profesor AGH udzielałem się w Naczelnej Organizacji Technicznej (NOT),  dzisiaj  działam w  Izbie Przemysłowo - Handlowej, Konfederacji Pracodawców i wielu innych organizacjach. Proponowany w założeniach nowelizacji ustawy  KONWENT jako  miejsce spotkania nauki z praktyką, najczęściej będzie działaniem pozornym, które  służy odfajkowaniu problemu.
Wykładowcy muszą sami wyjść do praktyki społeczno gospodarczej i tam pytać o potrzeby. Trudno.

Zakres tematyczny: Bez kategorii Brak komentarzy
30lis/120

Trotyl

 

Znowu na pierwszej stronie wybuch. Tym razem w „Rzeczpospolitej”  z dnia 30 listopada 2012 ekscytujące wiadomości znajdujemy w artykule zatytułowanym Rewolucja na studiach. Rzecz dotyczy projektu kolejnej ustawy o szkolnictwie wyższym, której głównym celem ma być przystosowanie studiów do potrzeb pracodawców. Chodzi między innymi o likwidacje kierunków, które uznawane są za wylęgarnie bezrobotnych, wprowadzenie studiów dualnych, umocnienie uczelni z prawem do doktoryzowania, bardziej praktyczne programy.

Moja szuflada pełna jest wycinków prasowych poświęconych  karierom absolwentów. W wyważonych badaniach naukowych określa się pożądane kompetencje i kwalifikacje kończących studia. Profesor Adam Budnikowski z SGH opublikował w październikowym numerze „E – mentora” zalecenia dla uczelni, studentów,  absolwentów i pracodawców. Ich realizacja bez wątpienia poprawi sytuację młodych ludzi na rynku pracy. Dla branż ITO oraz BPO przeprowadzono ciekawe badania w UJ, ustalając pożądane kompetencje pracowników tych nowoczesnych branż. Przedstawiona w biuletynie  MNiSW propozycja jest bardziej rewolucyjna:

http://www.bip.nauka.gov.pl/_gAllery/20/99/20996/20121128_zalozenia_do_zmiany_ustawy_-_Prawo_o_szkolnictwie_wyzszym.pdf

Jak pisze w "Rzeczpospolitej" prof. Jerzy Woźnicki zmusi ona uczelnie do zasadniczej zmiany strategii. Kazimierz Sedlak z krakowskiej agencji doradztwa personalnego  w tym samym dzienniku  podkreśla, że uczelnie nie powinny zamieniać się w szkoły zawodowe. Także profesor Janusz A. Majcherek zauważa "żądanie, by profil kształcenia akademickiego dostosować do potrzeb rynku jest tezą absurdalną, głęboko deformującą sens edukacji  (...)".

Może z Warszawy może lepiej widać co faktycznie dolega szkolnictwu wyższemu?

Zakres tematyczny: Bez kategorii Brak komentarzy
29lis/120

Jaki koniec uczelni niepublicznych?

75% uczelni niepublicznych zginie z mapy Polski do 2015 roku alarmuje „Gazeta Prawna” z 12.11.2012 roku.

I nie ma to żadnego związku z końcem świata 21.12.2012 r.  zapowiadanego przez Majów. Przyczyny są oczywiste: niż demograficzny i brak warunków do rzetelnej konkurencji. W  drugiej dekadzie XXI w liczba studentów obniży się do poziomu 1,2 mil. czyli o 700 tys. osób w stosunku do dzisiaj. I co gorsza przez  następne dziesięciolecie pozostanie na tym poziomie. Cóż - to demografia na którą mamy wpływ iluzoryczny. Drugi czynnik jest  kwestią woli politycznej rządzących, którzy ustanawiają prawo. Dzisiaj  uczelnie publiczne dofinansowywane z budżetu otrzymują dotację na studiujących stacjonarnie. Dodatkowo w poszukiwaniu nowych przychodów zwiększają limity przyjęć,   a także  zabraniają kadrze pracować poza macierzystym miejscem pracy (czytaj u konkurencji).

Co będzie?  Przetrwają niesolidni uczestnicy rynku u których, jak napisał rektor Tadeusz Pomianek w  listopadowym „Forum Akademickim”: „nadwyżka finansowa niewiele ustępuje kosztom”.  Jako pierwsze odpadną uczelnie o bogatej infrastrukturze i wyśrubowanych standardach kształcenia. Będą one  przez jakiś czas zdobywać granty, przyjmować studentów zza granicy, konsolidować się dla zmniejszenia kosztów, rozwijać alternatywne formy edukacji… W końcu pula możliwości się wyczerpie.

I na koniec coś optymistycznego. Koniec świata uczelni niepublicznych nie będzie  natychmiastową katastrofą. Poza wszystkim takie zjawisko, jak biblijne ziarno które obumiera rzucone w glebę, jest zawsze początkiem narodzin nowego.

Zakres tematyczny: Bez kategorii Brak komentarzy
22lis/120

Zmienić Kodeks Pracy?

 

Z niepokojem myślę, jak radzą sobie nasi absolwenci w życiu, czy zatrudnieni są na podstawie umowy o pracę, czy też na podstawie umów o dzieło, umów zlecenia, czy innych umów cywilno – prawnych.

Tych ostatnich nie nazwałbym śmieciowymi, gdyż jako przedsiębiorca zatrudniam niemałą grupę wykładowców właśnie w tej formie. Nie czujemy z tego tytułu żadnego dyskomfortu, gdyż zazwyczaj nie jesteśmy jedynym pracodawcą.

Trzeba bowiem zmienić myślenie o pracy, gdy coraz częściej zatrudniamy się do wykonania konkretnych zadań, np.: na czas realizacji grantu, wykonania wykładu, opracowania ekspertyzy itp. Problemem jest oczywiście ochrona pracujących na umowach cywilnych, gdyż nie mają oni szansy na regularne comiesięczne wypłaty, świadczenia dla dzieci, wczasy pod gruszą, premie kwartalne, korzystanie z telefonu komórkowego, nie mówiąc już o pewności zatrudnienia . Niewesoła jest sytuacja osób zatrudnionych na takich umowach przy ich staraniach o kredyt.

 Jednak nie wynika z tego, że wszyscy mają być zatrudnieni na umowę o pracę. Student nie myśli o składce emerytalnej, czy rentowej. Ubezpieczenie zdrowotne płaci za niego państwo. Umowa śmieciowa daje też większą wolność pozwalając na samodzielny wybór czasu i miejsca pracy.  Kodeks Pracy powinien być zmieniony tak, aby ochraniać wszystkich faktycznie świadczących pracę. Zaś udających zapracowanych "trzymać na dystans".

Zakres tematyczny: Bez kategorii Brak komentarzy